MOTOCYKLEM PO EUROPIE: Szwecja – Motocyklowy Potop 2020

Rok 2020 to dziwny rok. Pandemia koronawirusa pokrzyżowała wszystkim, większość zaplanowanych wyjazdów motocyklowych. My również byliśmy  w tej grupie, musieliśmy zrezygnować z czerwcowego wyjazdu. Dlatego, pod koniec wakacji patrzeliśmy z niepokojem na to co zrobi polski i szwedzki rząd. Czy nie wprowadzą obowiązkowej kwarantanny po przekroczeniu granicy. Powód. Mieliśmy zaplanowany i opłacony wyjazd do Szwecji w ramach „Motocyklowego Potopu”.

Dla tych co nie wiedzą o czym mowa to „Motocyklowy Potop” jest wyjazdem motocyklowym organizowanym przez Stena Line. Organizator zapewnia transport do Szwecji, nocleg w Szwecji i kilka tras motocyklowych do wyboru, z których możecie skorzystać lub nie. Jeżeli chcecie wiedzieć coś więcej to zapraszam na stronę organizatora.  Termin wyjazdu zaplanowany był na 4 września i jak się później okazało był to jeden z dwóch terminów, które doszły do skutku.

W piątek 4 września ruszyliśmy do Gdyni skąd mieliśmy wypłynąć do Szwecji. Umówiliśmy się na stacji benzynowej na A2 i stamtąd już w pełnym składzie podążaliśmy w kierunku Gdyni. Daleko nie ujechaliśmy i zaczęło padać. Padało tak, aż za Bydgoszcz. Ponad 140 km w deszczu. Fajny początek.

Do Gdyni dojechaliśmy półgodziny przed odprawą biletową. Po odczekaniu swojego, wjechaliśmy na prom, zabezpieczyliśmy motocykle i rozmieściliśmy się w kabinach. Atmosfera na promie nie wskazywało na to, że panuje pandemia. Wprawdzie nie było żadnych imprez na promie, ale ludzie byli wszędzie. Prawie nikt nie chodził w maseczkach. Starano się tylko utrzymywać dystans społeczny, ale tylko starano.

Szwecja przywitała Nas , jakby to powiedzieć „chmurorzaście”. Zjechaliśmy z promu i ruszyliśmy w trasę, którą wcześniej wybraliśmy.

Zakręty południowo – wschodniej Szwecji

Trasa liczyła 440 km, z tego większość po krętych drogach szwedzkiej prowincji.  Po wyjechaniu z terminalu w Karlskronie i przejechaniu kilkudziesięciu kilometrów zatrzymaliśmy się w kawiarni położonej nad rzeką w miejscowości Korrö. Po wypiciu pysznej kawy pojechaliśmy dalej. Trasa ponownie wiodła krętymi, leśnymi, ale asfaltowymi drogami. Wzdłuż jezior, przez malownicze małe miasteczka. Niekiedy zastanawialiśmy się czy przypadkiem nie przejeżdżamy komuś przez posesję.

Kawiarnia w Korro
Kawiarnia w Korro

Dojechaliśmy do miejscowości Eksjö i postanowiliśmy się tam zatrzymać na posiłek. Znaleźliśmy bardzo fajną chińską knajpkę, gdzie za nie duże pieniądze (145 SEK) najedliśmy się do syta (płacisz raz, jesz ile chcesz). Same miasteczko jest bardzo urokliwe. Jest to jedno z najlepiej zachowanych drewnianych miast w Szwecji. Na głównym placu Eksjö stoi pomnik jeźdźca na koniu, który jest upamiętnieniem pułku huzarów ze Smalandii. Gdy zbieraliśmy się do dalszej jazdy zaczął padać deszcz, właściwie to lać, więc chcąc uciec przed zmoczeniem postanowiliśmy skrócić trasę i pojechaliśmy bezpośrednio na kemping w miejscowości Västervik.

Eksjö
Eksjö
Pomnik jeźdźca na koniu Eksjö
Pomnik jeźdźca na koniu Eksjö

Västervik Resort, bo taką nazwę nosi kemping jest zajefajnym miejscem położonym nad samym morzem. Trafił nam się sześcioosobowy domek (trzy sypialnie, łazienka, salon z aneksem kuchennym) przy samym morzu. Ma się to szczęście.  Wieczór na kempingu spędziliśmy na pogaduszkach.

Następny dzień to dzień powrotu. Po zjedzeniu śniadania ruszyliśmy z powrotem do Karlskrony. Wybraliśmy tym razem trasę wzdłuż wybrzeża.

Domek w Vastervik Resort
Nasz domek w Vastervik Resort
Widok w Vastervik Resort
Widok sprzed domku w Vastervik Resort

Trasa nr 5 – Zakręty południowo – wschodniej Szwecji (zmodyfikowana)

Południowa Olandia

Jak już wspomniałem wcześniej trasa wiodła wzdłuż wybrzeża, było słonecznie więc bardzo przyjemnie się jechało. Zatrzymaliśmy się w mieście Oskarshamn, które jest połączeniem prężnego ośrodka portowego oraz dawnej architektury miejskiej. Chcieliśmy napić się kawy, jednak nic z tego nie wyszło. Ruszyliśmy dalej do miasta Kalmar, a stamtąd na Olandię. Droga na Olandię prowadzi przez sześciokilometrowy most olandzki, który był niegdyś najdłuższym mostem w Europie.

Most olandzki
Most olandzki

Olandia nazywana jest wyspą słońca i wiatrów. Jest to szczera prawda. Słońce świeciło oraz wiało jak za cara Mikołaja.  Droga przez południową Olandię wiodła wzdłuż wybrzeża. Z jednej strony mieliśmy widok na pola, domy mieszkalne, a z drugiej strony na morze. No i wiatraki, pełno wiatraków. W XIX wieku na wyspie znajdowało się ok. 2000 wiatraków, z czego  do dziś zachowało się ok. 350.

Szukając kamieni runicznych trafiliśmy do Sandby Borg – ringfortu z epoki żelaza. W 2011 roku w trakcie prowadzonych tam wykopalisk odkryto, że był on miejscem masakry z końca V wieku naszej ery.  Ludzie, którzy zginęli w masakrze nie zostali nigdy pochowani. Ich szczątki znaleziono w miejscach gdzie zginęli, domach, ulicach fortu.

Z Sandby Borg skierowaliśmy się do najbardziej wysuniętego na południe miejsca na wyspie, gdzie znajduje się latarnia morska Långe Jan (Wysoki Jan). Latarnia jest otwarta dla zwiedzających w sezonie letnim w godz. 11.00 – 17.00. Cena wejściówki to 40 SEK/os. Po obiedzie, który zjedliśmy w restauracji „Fågel Blå” znajdującej się w pobliżu latarni, „pognaliśmy” w kierunku Karlskrony uciekając przed deszczowymi chmurami. Opuszczając latarnie zatrzymaliśmy się na chwilę w miejscu, gdzie kiedyś stała kaplica św. Jana. Kaplica w Kyrkhamn (nazwa średniowiecznej wioski rybackiej) została zbudowana w drugiej połowie XIII wieku na cześć św.Jana. W okresie reformacji kaplica została opuszczona, a miejsce to jest dziś oznaczone wzgórzem i kamiennym krzyżem. Kamień z kaplicy został użyty do budowy latarni morskiej Långe styczeń 1785 rok.

Nie chcąc być dużo przed czasem w porcie w Karlskronie zmodyfikowaliśmy trochę trasę powrotną i trafiliśmy do malowniczego Kristianopel. Zobaczyć tam można pozostałości po fortyfikacji obronnej z czasów konfliktu duńsko – szwedzkiego z XVI wieku.

Do portu w Karlskronie dojechaliśmy co najmniej godzinę przed wypłynięciem promu. Koniec zwiedzania Szwecji. Wracamy do Polski.

Latarnia Långe Jan, Olandia
Latarnia Långe Jan, Olandia
Krzyż upamiętniający kaplicę św.Jana, Olandia
Krzyż upamiętniający kaplicę św.Jana, Olandia
Twierdza Kristianopel
Twierdza Kristianopel

Trasa nr 2 – Południowa Olandia

Podsumowanie

Mimo, że nie organizowaliśmy wyjazdu możemy uznać go za bardzo udany. Szwecja okazała się ciekawym krajem. Krajobraz Szwecji (w porównaniu do norweskiego)  jak dla mnie trochę monotonny (lasy, jeziora, lasy, jeziora), ale wart zobaczenia. Szwedzkie miasteczka są bardzo malownicze. Olandia –  wyspa, którą należy zwiedzić.

Co do samej organizacji Motocyklowego Potopu to naprawdę nie było źle. Organizator stanął na wysokości zadania. Zapewnił bardzo zajefajny ośrodek, zaproponował bardzo ciekawe trasy. Wiadomo, że zawsze znajdzie się coś do poprawy np. wieczorny grill, dlatego całokształt organizacji oceniam na 4 (w skali 1-5). Jeżeli chcecie zwiedzić Szwecję to szczerzę polecam, na pewno znajdziecie coś dla siebie. Nie chcecie sami organizować wyjazdu możecie skorzystać z oferty Stena Line. Należy pamiętać, aby zarezerwować wcześniej miejsca bo zainteresowanie jest bardzo duże.

Motocykle: Honda Crosstourer 1200, Honda Crosstourer 1200, Honda CBF 1000, BMW GS 1200, Harley Davidson Electra 1700.
Przejechaliśmy ok. 1532 km.
Odwiedziliśmy: Szwecja
Zużyliśmy ok. 100 litrów paliwa